Strona główna » Gazeta Zawierciańska Jura » Publicystyka » Ja też chodzę do kina
W niedzielę, 5 października, podczas uroczystej gali, poznaliśmy laureatów pierwszej edycji Festiwalu Polskich Filmów Niezależnych w Zawierciu, dzięki któremu Miejski Ośrodek Kultury „Centrum” przez cztery dni był azylem dla kilkudziesięciu niszowych produkcji, z których kilka czeka – miejmy nadzieję - ogólnopolska kariera. Ale o tym nie przekonali się z pewnością ci, którzy zbagatelizowali najciekawszą od paru lat kulturalną inicjatywę w naszym mieście.
O rodzimym Festiwalu Polskich Filmów Niezależnych było już głośno zanim jeszcze wkroczył w fazę realizacji. Członkowie Zawierciańskiego Klubu Filmowego przez wiele miesięcy skrupulatnie przygotowywali podwaliny tego medialnego przedsięwzięcia. Przemysław Pałucha, szef ZDKF-u oraz dyrektor artystyczny Festiwalu, podkreślał, iż na adres zawierciańskiego MOK-u wpłynęło 157 obrazów z całej Polski (w tym jedna propozycja zza Oceanu) na nośnikach DVD, które następnie przeszły gruntowną oraz drobiazgową selekcję, przeprowadzoną przez specjalnie powołaną do tego celu komisję kwalifikującą.
Celem przedsięwzięcia miało być zapełnienie luki na mapie polskiego kina niezależnego poprzez wykreowanie na terenie Śląska i Zagłębia dużej imprezy filmowej. Misją Festiwalu miało być także porównanie dorobku polskich twórców kina offowego oraz artystyczne podsumowanie osiągnięć poszczególnych nurtów oraz gatunków filmowych, a także wyrównanie szans w dostępie do nowoczesnych technologii młodym filmowcom, pragnącym podnieść swoje reżysersko-operatorskie kwalifikacje. Centralnym punktem Festiwalu miała być prezentacja filmów konkursowych, ujętych w trzy odrębne klucze tematyczne (dokument, fabuła oraz eksperyment), zróżnicowanych zarówno pod względem narracyjnym, jak i metrażowym. Czy udało się sprostać tym niemałym nadziejom?
Festiwal rozpoczął się już we czwartek, 2 października, od filmowych warsztatów zatytułowanych „Inscenizacja przestrzeni filmowej”, prowadzonych przez charakterystycznego twórcę kina offowego oraz jurora w jednej osobie, Piotra Matwiejczyka. W trakcie trwania Festiwalu odbyły się również warsztaty, będące wprowadzeniem do montażu z użyciem programu „Final Cut” (firmy Apple), które poprowadziła Katarzyna Malinowska – certyfikowany trener Apple oraz doświadczony montażysta. Warsztaty z pewnością przypadły do gustu wszystkim tym, którzy pragnęli poszerzyć swoją wiedzę z zakresu filmowego montażu lub, po prostu, poznać kino „od podszewki”.
Równie ciekawie prezentowało się spotkanie z producentem Michałem Wuczyńskim (rodowitego zawiercianina!), który wtajemniczał wszystkich zainteresowanych w arkana produkcji krótkometrażowego filmu niezależnego. Czwartkowy wieczór poświęcony był pokazom specjalnym, w ramach których zawierciańska publiczność miała okazję obejrzeć „Ogród Luizy” Macieja Wojtyszki, niezależną produkcję „Cold Kenya” Laurence’a Walsha oraz klasyczny obraz doby kina niemego, czyli „Upiora w operze”.
W piątek, 3 października, odbyło się uroczyste otwarcie Konkursu Głównego FPFN, po którym rozpoczęły się pierwsze projekcje filmów konkursowych, ocenianych przez Jury, w którym zasiadali: wspominany już Piotr Matwiejczyk, Krzysztof Spór (redaktor naczelny internetowego serwisu filmowego STOPKLATKA.PL) oraz aktorska para Bartosz Obuchowicz i Edyta Jungowska, piastująca funkcję przewodniczącej Jury.
Dwudniowe prezentacje dokonań niezależnych dokumentalistów przyniosły szereg obrazów, które przyjmowano z różnym stopniem entuzjazmu.
Nominację do „OFFskara”(nagrody dla filmowców tworzących poza systemem komercyjnym) oraz główną nagrodę (exe quo) w kategorii dokument zdobył obraz „Pod ciśnieniem” Jacka Szymczaka, będący historią Jurka Błaszczyka – polskiego rekordzisty w nurkowaniu, który decyduje się przekroczyć granicę ludzkich możliwości. Główna nagroda przypadła także „Muzycznej partyzantce” Mirosława Dembińskiego, prezentującej młodzieżowe zespoły rockowe, tworzące w opozycji do reżymu Łukaszenki, które poprzez muzykę podkreślają swoją tożsamość narodową oraz stosunek do panującej rzeczywistości społeczno-politycznej. Natomiast specjalne wyróżnienie zdobył dokument „Dom kultury” Marka Kosowca, będący zapisem pragnień, refleksji oraz żalów osób zepchniętych na margines życia społecznego. Bez większego entuzjazmu przyjęto „Kamienną ciszę” Krzysztofa Kopczyńskiego, będącą opowieścią o tajemniczym zgonie Afganki posądzonej o cudzołóstwo. Większych emocji nie wzbudził także dokument o niepełnosprawnym chłopcu uczęszczającym do integracyjnej szkoły („Ja też chodzę do szkoły” Piotra Szatyłowicza), ani piętnastominutowe „Pseudo” Alicji Plachówny dotyczące uprzedzeń świata mężczyzn wobec kobiet zajmujących się nauką, jak również trwający ponad pięć minut „Edzio Mañana” Jakuba Michnikowskiego, będący mało ciekawym portretem zapalonego kinooperatora.
Lepiej zaprezentowały się filmy eksperymentalne. Główna nagroda trafiła do Tomasza Pawlaka, którego rysunkowa „Historia pewnej promocji” wywołała gromkie śmiechy na całej sali. Wyróżnienie natomiast otrzymało „Drzewo” Michała Mroza, będące refleksyjną, plastelinową opowieścią o twórcy, który otrzymał niezwykły dar stworzenia. Większego entuzjazmu nie wzbudziła animacja „Ktoś, kto był” Julii Junosza-Szaniawskiej, będąca oniryczną opowieścią o starym malarzu. Mieszane uczucia wzbudził utrzymany w podobnej odrealnionej konwencji „Sen” Bartosza Kruhlika, którego fabuła opierała się na zapętleniu czasoprzestrzennym. Koszmarny klimat powrócił za sprawą „Widoku z szafy” Łukasza Zielińskiego – ośmiominutowej historii z Janem Fryczem w roli głównej, urzekającej perfekcyjnym wykonaniem, jednak – jak podkreśliło Jury – wykorzystujące wtórny temat narastającej paranoi.
Nie dało się nie zauważyć, iż większość nadesłanych produkcji eksperymentalnych cechował nastrój snu oraz surrealizmu. „Jutro rano” Katarzyny Gondek mogło się podobać dzięki sennym ujęciom kobiecego ciała, będącym melancholijnymi ilustracjami do recytowanego wiersza, podobnie jak „Odroczenie” Filipa Koneckiego i Kamila Raczko (opowieść o życiu narkotykowego dilera), przypominające w pewnych ujęciach głośne „Requiem dla snu”. Śmieszył pięciominutowy „25ty element” Aleksandra Molaka, utrzymany w komiksowo-apokaliptycznej konwencji pastiszu filmów fantastyczno-naukowych. Mało interesujący okazał się natomiast „Mario” Pawła Słomkowskiego, będący aż za bardzo wyraźnym ukłonem w stronę „Dnia świra” Marka Koterskiego. Jednak największe cięgi zebrał obraz „Milimetr poniżej dna piekła” Piotra Biedronia, ukazujący beznadziejny przypadek człowieka będącego w pierwszych tygodniach depresji klinicznej. W konkursie startowały także dwa teledyski. Na pewne uznanie ze strony Jury (przynajmniej męskiej części) mógł liczyć wideoklip Filipa Rudnickiego „Thor’s message”, promujący singiel grupy Eternal Deformity, utrzymany w konwencji makabrycznych horrorów spod znaku „Piły”. Drugim wideoklipem były „Bujakowskie widły” Michała Gajdy, będące w niektórych kręgach kultowym teledyskiem formacji The Cember 29.
Główna nagroda w kategorii film fabularny oraz nagroda publiczności trafiła do Huberta Gotkowskiego, którego półgodzinny obraz „STiUDENT II” jest historią Marcina, próbującego po relegowaniu z uczelni odnaleźć szczęście w wojsku. Wyróżnienia trafiły natomiast do Bodo Koxa za jego surrealistyczną tragikomedię „Nie panikuj” oraz do Aleksandry Ząb, której obraz „Raz, dwa, trzy” był poruszającą historią młodej kobiety, która traci pamięć w wypadku samochodowym.
Mniej szczęścia miały takie obrazy jak „Świtem” Grzegorza Szarafińskiego (opowiadający o skutkach drogowego wypadku), „Manfred Tryb” Tomasza Karpowicza (o koszmarnym spotkaniu z szefem w sprawie upragnionej podwyżki) oraz „Sieć” Jakuba Brzękowskiego (opowieść o zakochanym chłopaku, który nie potrafi komunikować się z otoczeniem bez pośrednictwa Internetu). Jury zignorowało także obraz „Walczak Retro Agit” Artura Tomczaka - będący przedziwną mieszanką serialu „07 zgłoś się” oraz filmów o Jamesie Bondzie - wychodząc jak jeden mąż z sali projekcyjnej... Natomiast na ciepłe przyjęcie ze strony publiczności mógł liczyć obraz „Agent 700” Grzegorza Borowiaka, w którym brytyjski super agent podejmuje się zlikwidowania niebezpiecznego generała. Sympatyczną produkcją okazała się historia sercowych oraz zawodowych rozterek „Marty” Adama Uryniaka oraz nawiązujący do estetyki filmów Quentina Tarantino obraz „Poddasze” Łukasza Bursy, będący historią dwóch pechowych windykatorów, którym okoliczności co rusz uniemożliwiają egzekucję długu. Grand Prix Festiwalu oraz szereg nominacji do OFFskarów otrzymał obraz „Dla Ciebie i Ognia” Tomasza Zasady i Mateusza Jemioła. Jury oraz publiczność oczarował jego realizacyjny profesjonalizm oraz misternie skonstruowana fabuła, będąca wypadkową takich zagranicznych hitów jak „Adwokat diabła”, „Zagubiona autostrada” czy „Nikomu ani słowa”. Przewodnicząca Jury Edyta Jungowska wyraziła pewność, iż utrzymany w konwencji sensacyjnego dreszczowca obraz Zasady i Jemioła czeka festiwalowa kariera.
Gdy w niedzielny wieczór pogasły światła, a pomoc techniczna uprzątnęła konfetti, przyszła pora na podsumowanie. Poziom prezentowanych filmów spokojnie można uznać za satysfakcjonujący, gdyż – zasadniczo - każdy z widzów mógł znaleźć coś dla siebie. Organizatorzy zadbali o obecność gwiazd (Obuchowicz, Jungowska), czerwony dywan, bankiety, ciekawą oprawę Festiwalu oraz promocję, która jednak nie zdołała przyciągnąć na filmową imprezę tłumów. Nie pomógł nawet darmowy wstęp. Bo przecież zdarzały się seanse, gdy na sali siedziały dziesięcioosobowe grupki naprawdę zagorzałych amatorów... Osobną kategorię stanowili natomiast ci widzowie, którzy wykorzystywali ciemną przestrzeń do nieskrępowanej konsumpcji napojów wyskokowych oraz rzucania prostackich uwag. Niemniej rodzimy Festiwal rokuje szanse na kolejne edycje, które być może przyciągną większą, bardziej świadomą swoich powinności oraz obyczajów, publikę. Pozostaje mieć również nadzieję, że z czasem sam Festiwal nabierze większego „prestiżu”, gdyż doprawdy trudno zrozumieć tak wielką nieobecność samych twórców! Co prawda w niektórych przypadkach pojawiali się reprezentanci niezależnych autorów, jednak można ich było policzyć na palcach jednej ręki...
Przemysław Pieniążek
dodaj opinię wszystkich opinii: 4
Ciekawy tekst, tylko ze chyba o innym festiwalu.
dobry artykul, autor nie boi sie i zwrocic uwagi na mankamenty, a pokrotce napisal o wszystkim.
ale tekst. jakis maruder z tego piszacego. nic mu sie nie podoba, wszystko jest zle i darmowy sok mu nie smakowal na zakonczeniu
A ja słyszałem, że Pan Przemysław Pieniążek, nie był na żadnej projekcji tylko na podsumowaniu wyników. A artykuł jest mało ciekawy i źle napisany. Jacek K.
| Pn | Wt | Śr | Cz | Pt | So | Nd |
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Obecnie w galerii znajduje się 1024 zdjęć
więcej zdjęć
Miejski Ośrodek Kultury MOK 42-400 Zawiercie, ul. Piastowska 1, tel. (32) 67 228 82