Trzynasty dzień miesiąca i na dodatek piątek… Miniony, lutowy piątek nie okazał się jednak pechowy dla gości MOK „Centrum”, których zainteresowała wystawa „LWÓW. NA STEREJ FOTOGRAFII” w Galerii Czarnej.
Przed południem na zaproszenie Dyrekcji MOK uczennice i uczniowie ze Szkoły Podstawowej nr 5 im. Adama Mickiewicza (to również patron MOK!) i Szkoły Podstawowej nr 9 im. Marii Dąbrowskiej spotkali się z Adamem Doboszem, który wraz z małżonką Joanną jest posiadaczem kolekcji unikatowych materiałów archiwalnych, starych dagerotypów jeszcze z przełomu XIX i XX wieku z przedstawieniami architektury niegdysiejszej stolicy Galicji i Lodomerii, miasta zwanego „Wenecją i Rzymem Wschodu”, a dla nas, Polaków, przede wszystkim miejscem szczególnym w historii, w rozwoju nauki i kultury, literatury i sztuki. Młode pokolenie Zawiercian z zainteresowaniem wysłuchało opowieści o przygodach „łowcy skarbów”, bo tak należałoby nazwać pana Adama, który odzyskiwał pamiątki dawnej świetności Lwowa, a ponieważ często bywa w Ukrainie dzielił się także wrażeniami z tych podróży do kraju i miasta, ogarniętego wojną. Młodzież mogła także zwiedzić wystawę (jeszcze przed wernisażem, który odbył się o 18:00), na którą składa się ponad trzydzieści reprodukcji ze starego materiału fotograficznego, ukazującą Lwów jako centrum życia Kresów Rzeczypospolitej przed 1939 r., miasta zgodnego sąsiedztwa wielu kościołów i tradycji chrześcijańskich (grekokatolickiego, prawosławnego, rzymskokatolickiego) czy – dawniej – judaistycznego, miasta tętniącego żywym rytmem w wymiarze kulturowym, społecznym, gospodarczym.
Adam Dobosz barwnie opowiadał o każdej fotografii, o tym, jak zdobywał (i to określnie jest tu w pełni uzasadnione!) archiwalne materiały, jakie pokonać musiał przeszkody i prawne i dyplomatyczne, by je legalnie przejąć i uratować przed zapomnieniem i zniszczeniem, wreszcie o tym, jak teraz żyje Lwów, będący w strefie bezpośredniego zagrożenia atakami rosyjskich dronów (a przypomnijmy, że dzień przed wernisażem, 12 lutego, pociski takie uderzyły w miasto). To dramatyczny kontekst wystawy, która przecież ukazuje piękno Lwowa i radość życia dawnych Lwowian, którzy chyba chętnie nucili za Tońciem i Szczepciem, batiarami znanymi z przedwojennego filmu „Włóczęgi”, że: „Wienc gdybym si kiedyś urodzić miał znów, Tylku wy Lwowi!
Echa wojny toczącej się w Ukrainie muszą trącać strunę naszej narodowej wrażliwości historycznej, szczególnie, gdy patrzy się na starą fotografię bramy wejściowej na Cmentarz Łyczakowski, przez którą trzeba przejść, by dotrzeć do grobów wielkich Polaków, którzy tam spoczęli, do kwatery Orląt Lwowski, bohaterów walk o polskość. Fotografie z natury swej są statyczne, ale wywoływane przez nie emocje to sfera żywej tradycji, polskiej tradycji.
16
LUT
2026
111
razy
czytano
mok.pl